Archiwum Tagów | "start-up"

Tags: , , ,

Piwnica24 – będzie hit czy kit?

Opublikowano: 19 sierpnia 2009 by Konrad Karpieszuk

Wczoraj (chyba wczoraj) ruszył nowy serwis aukcyjny Piwnica24.pl. I już doczekał się pierwsze recenzji (właśnie ją czytasz).

piwnica24Piwnica24.pl to nie ma być kolejne Allegro czy kolejny Świstak. Autorzy serwisu najwidoczniej słusznie doszli do wniosku, że nie ma co się kopać z koniem i zamiast próbować walczyć na wspólnym polu, lepiej jest zagospodarować pewną niszę. I tak powstał właśnie nowy serwis, którego celem jest skupienie się na handlu w aukcjach kolekcjonerskich.

Czy serwis przetrwa? Odwołam się tutaj do mojego powszechnie szanowanego obeznania w świecie aukcyjnym i odpowiem arbitralnie: ni grzyba nie wiem.

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda ładnie. Ładny design (choć mam chyba wrodzoną awersję do stron z czarnym tłem / no ale w końcu jesteśmy w piwnicy), aukcji całkiem sporo jak na start, wszystko logicznie poukładane.

Na drugi rzut oka może być już nieco gorzej. Bo jest przecież jeszcze Kiermasz.pl, który też handluje starociami i trzyma się bardzo dobrze, a więc Piwnica24 (btw, mam też awersję do stron z liczbami na końcu*) będzie miała z kim konkurować. Poza tym aukcji wiele, ale jak spojrzałem, wszystkie są wystawione przez 4 użytkowników chyba. I na dodatek już na starcie są opłaty (jednak po przemyśleniu wątpię w to, czy to na pewno jest wada), jak na razie w formie prowizji od sprzedaży.

Co więcej nigdzie w serwisie – nawet w regulaminie (a więc regulamin jest nieważny) – nie ma informacji o tym kto jest jej właścicielem.

Nie, im dłużej o Piwnicy24 piszę, im bardziej się jej przyglądam tym bardziej się boję tego serwisu. Pamiętacie czym okazał się Sprzedam.pl? A pamiętacie Subastę ze swoim niewyparzonym językiem? Nie mówię, że i teraz tak musi być, ale po tamtych doświadczeniach o żadnym aukcyjnym start-upie nie napiszę z góry w tonie optymistycznym.

___

*) Nie na temat opiszę jak to bywa z serwisami z liczbami na końcu 😉 Pracowałem kiedyś jako przedstawiciel w firmie, której adres internetowy to o3.pl (uwaga, to tylko przykład, tak naprawdę firma i adres był inny, a podaję to tylko aby zilustrować historię przez analogię). Na szkoleniu w firmie w końcu jeden z nowych pracowników nie wytrzymał i zapytał szefa „a dlaczego firma nazywa się O3?”. Szef zamilkł, sposępniał i odburknął pod nosem:

„Bo o2.pl było już zajęte…”

3 komentarze